sobota, 23 marca 2013

north borders


Słońce powoli chowa się za budynkami, ktoś znowu trąca wiszące sople, a ja siedzę i obserwuję, jak cudownie mija niezwykle spokojna sobota. Nie wierzę, że minęły już 3 lata od ostatniej przyjemności z Bonobo. Black Sands, och pamiętam te czasy studniówkowe, maturalne.
I jest, do dzisiejszej pełni szczęścia brakuje mi jedynie ciepłego kocyka, Twojego dotyku i The North Borders kojącej, unoszącej się gdzieś nad nami.
Pamiętam ten sen, mała kawiarnia na rogu, mała czarna dziś za gorzka, ale spojrzenie nadal iskrzy. Iskrzy tak przez dłuższą chwilę, by potem wydusić z siebie resztę żalu, zapominając o wszystkim. Przyjaźń zgubiła się w gęstej mgle, nikt jej nie odnalazł. Zakończyła się we śnie, bardzo krótkim i zwięzłym.
I jest. Przyznam szczerze, że powoli zaczynam się uzależniać, po prostu facet jest niesamowity, stworzył istne cudo. Nie dość, że płyta, to jeszcze koncerty. like a first fire
Zakochałam się. Po raz drugi w tym roku.

Bonobo - First Fires

7 komentarzy:

  1. Brawo ! Pamiętaj, że każda miłość jest wyjątkowa ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Miłość czyni kobietę piękniejszą :) Jakakolwiek :P Nawet jeśli to miłość do czekolady :D Natomiast dopóki śnieg nie stopnieje - ja nie będe tak spokojnie przyglądać się pogodzie ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. jeśli chodzi o muzykę, ja zakochuję się co chwilę
    dobrze, że jeśli chodzi o ludzi, taka nie jestem :P

    OdpowiedzUsuń
  4. No proszę jaka Ty kochliwa jesteś :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie zaciekawił... na pewno wyróżnia się na plus. Koleżeństwo, sympatia - nie odbiję Ci go :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Sopli to już chyba u Ciebie nie ma... ;>

    OdpowiedzUsuń