No i wylądowałam :) To już czwarty dzień pobytu w Londynie.
Kiedy po raz pierwszy dotarłam na wrocławskie lotnisko ogarnął mnie strach. Strach niewyobrażalny - często właśnie tak wygląda moja reakcja na nieznane. Nowe miejsce, nowe sytuacje, tłumy ludzi przedzierających się miedzy sobą jak najszybciej się da. W oczekiwaniu na odprawę postanowiłam spróbować miejscowej kawy, z automatu rzecz jasna :D Nastawiłam się, że wszystko będzie kosztować pięć razy drożej, niż na przykład na mojej uczelni, ale warto było.. uraczyłam się za wszystkie czasy :) No.. może za ostatni bardzo stresujący tydzień. Zwiedziłam kilka niezbędnych zakątków, tj toaleta, czy pobliski bar, po czym wraz z rodzinką i przemiłym kolegą mojego taty postanowiliśmy poobserwować jak startują i lądują samoloty. W pierwszej chwili pomyślałam.. "nie wejdę tam, a jeśli już wejdę, spanikuję". Myśl ta utrzymywała się we mnie jakiś czas, do momentu, kiedy przypomniałam sobie słowa kolegi (swoją drogą bardzo mądre słowa): "Asia, nie panikuj". Uspokoiłam się. Zamieniłam przerażenie w podniecenie, wiedziałam, że za niecałe 4 godziny zobaczę ukochanego.
W samą porę.. czas na odprawę! Pożegnanie było bardziej bolesne, niż się tego spodziewałam. Ktoś kiedyś powiedział.. "pożegnania są po to, by móc się cieszyć powitaniami". Prawdziwe.
Na poczekalni poznałam przesympatyczną kobietę z Wrocławia. Było mi raźniej. Zajęłyśmy miejsca w samolocie i tylko słyszałam, jak mówiła, że start i lądowanie to nieprzyjemne uczucie. Utwierdzając się w jej przekonaniu ułożyłam się sztywno, nastawiając się na najgorsze, a tu proszę.. jaka niespodzianka! Przyspieszenie przyprawiło mnie o silne bicie serca, a moment, w którym wznosiłam się w powietrze jest po prostu nie do opisania. Coś niesamowitego. Moja towarzyszka zasnęła, a ja podziwiałam widoki z lotu ptaka ^^ Tak zafascynował mnie Londyn nocą, że nawet nie zauważyłam, kiedy wylądowaliśmy.
Wysiadłam, biegiem na odprawę i do wyjścia. Kiedy zobaczyłam Patryka odebrało mi mowę, oddech, rozum jednocześnie. Podbiegł do mnie, rzuciłam się jemu na szyję i znów poczułam, że to mężczyzna na całe zycie :) Dla właśnie takich chwil warto żyć. :)
Mogłabym pisać i pisać, bo wcale się tutaj nie nudzę, ale zostawię to na póóóźniej.. ^^ Tymczasem żegnam i na deser dodaje kilka zdjęć z dotychczasowych spacerków :)
uśmiechałam się czytając ;) ;* (cieszęę się!)
OdpowiedzUsuńprimitive