środa, 30 września 2009

zakazani

(...)Sypiała z jego zdjęciem. Kilka razy dziennie próbowała przypomnieć sobie wyraz jego smutnej twarzy, kiedy tylko mijała go na ulicy. Bez skutku; był jej tak odległy, niby jak zjawa nad jej oczyma, pojawiająca się nad ranem. Wszystko było w nim jej tak bliskie, a zarazem obce. O poranku spoglądała w przybrudzoną szybę, wypatrując jego sylwetki. Pozostał jedynie zapach na ubraniach, szyi, czy stopach.. Ślad pocałunków na udach, spierzchniętych wargach.
Żyli osobno. Żyli ze świadomością, że kilka ulic dalej mieszka ukochana osoba. Ukochana zakazana osoba, której niewątpliwie pragną. W zasięgu swych dłoni stali się dla siebie niemal nieosiągalni. Kochali, ale żadne z nich nie liczyło na wzajemność. Myśleli o sobie z zachwytem, pożądaniem. Przed snem, snem niespokojnym i niespełnionym, szukali dotykiem siebie, pozostawiając odciski swych dłoni na śnieżnobiałej pościeli. Bez skutku; byli sobie tak odlegli, niby jak zjawy nad ich oczyma, pojawiające się co noc.(...)
Ta historia nie ma końca.

Całe szczęście, że to tylko moja wizja nieszczęśliwej miłości, właściwie niepełna, ale treściwa.

2 komentarze:

  1. Już się bałam że coś się stało :p. Hym. W sumie to ja też mieszkam ulice dalej od Mojego Pana A. Złe sny to zło :p czemu do szkoły nie chodzisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. szkoda tylko, że niektórzy taką miłość przezywają, muszą z takiej gorącej miłości przejść w stan obojętności...

    OdpowiedzUsuń