Przesłodzona czerwienią ulubionej szminki kawa. Smakuję, sącząc intymność, wszelkie przyjemności wędrują właśnie po tafli jej aromatu, lądując na dnie, bym mogła zamieszać, głęboko spojrzeć, uraczyć. Spojrzałam w lustro, głównie dlatego, że znajdowało się tuż obok mnie. Oraz może dlatego, że w ciągu kilku minut nie potrafiłam wyobrazić siebie w krwistej czerwieni, otulającej mnie od stóp do głów. Łącznie z przeróżnymi dodatkami. Sympatia do owego koloru wzrosła do 70 %. Wróciwszy do pokoju, napiłam się, zaczęłam nucić ulubione melodie, nic niecodziennego. Zaczęłam czytać:
"Są takie dni. Czasami w miejscu, które stanowi podstawę topografii prywatnego świata, nagle pojawia się wywieszka z napisem 'Likwidacja'. Na mapie pojawia się biała plama. Jednak coś takiego zdarza się raz na jakiś czas. Pewien punkt znika, a pojawiają się inne. Znajduje się inne sklepy, puby, poznaje nowych facetów i nowych przyjaciół". Są takie dni. Czasami w czasie, kiedy wszystko wydaje się takie zrównoważone, pełne niezakłóconej harmonii, piękne pojawia się czarna dziura. Olbrzymia, trudna do załatania czarna dziura. Człowiek nie zastanawia się nad tym, jak najszybciej się jej pozbyć, lecz popada w coś o wiele gorszego, niż depresja. To nie depresja. To zaprzeczenie samego siebie. Są takie dni. Zatrzymałam się. Przesłodzony wyraz moich ust niewiarygodnie mi przeszkadzał. Miałam ochotę pozbyć się ich na chwilę, odświeżyć i założyć nowe. Każda warga na swoim odpowiednim miejscu. Były ciemne. Czerwone. Podrażnione. Rozmazane. Niewygodne. Teraz ich ślad podziwiać możesz na filiżance. Tej z pobliskiej półki.
To już było, dzień dobry, Asia jestem ;)
"Są takie dni. Czasami w miejscu, które stanowi podstawę topografii prywatnego świata, nagle pojawia się wywieszka z napisem 'Likwidacja'. Na mapie pojawia się biała plama. Jednak coś takiego zdarza się raz na jakiś czas. Pewien punkt znika, a pojawiają się inne. Znajduje się inne sklepy, puby, poznaje nowych facetów i nowych przyjaciół". Są takie dni. Czasami w czasie, kiedy wszystko wydaje się takie zrównoważone, pełne niezakłóconej harmonii, piękne pojawia się czarna dziura. Olbrzymia, trudna do załatania czarna dziura. Człowiek nie zastanawia się nad tym, jak najszybciej się jej pozbyć, lecz popada w coś o wiele gorszego, niż depresja. To nie depresja. To zaprzeczenie samego siebie. Są takie dni. Zatrzymałam się. Przesłodzony wyraz moich ust niewiarygodnie mi przeszkadzał. Miałam ochotę pozbyć się ich na chwilę, odświeżyć i założyć nowe. Każda warga na swoim odpowiednim miejscu. Były ciemne. Czerwone. Podrażnione. Rozmazane. Niewygodne. Teraz ich ślad podziwiać możesz na filiżance. Tej z pobliskiej półki.
To już było, dzień dobry, Asia jestem ;)
Mam zwyczaj próbować, ale nie potrafię się skupić. A Ty? Aprobując całą nienawiść przekonujesz najbardziej ohydnych i brzydkich, że pod każdą stertą kamieni jest odrodzenie, które można odnaleźć.
OdpowiedzUsuńDajesz nadzieję.. ;]
"Kasuję wszystkie podobieństwa". Mistrzu ;)
OdpowiedzUsuńWybacz, że zacytowałam. Nie mogłam się powstrzymać, za każdym razem, kiedy wypowiadam to zdanie czuję się bardziej pewna siebie. I nawet nie mam pojęcia dlaczego tak a nie inaczej to na mnie wpływa.
Pozytywnie, łał. ;)